Skip to main content
    Search form

    Faszyzm. Ostrzeżenie Madeleine Albright

    Faszyzm. Słowo, które powinno wywoływać co najmniej niepokój, przez lata spowszedniało przez jego nadużywanie, stosowanie w nieadekwatnych sytuacjach. Madeleine Albright w swojej książce podejmuje próbę ponownego napełnienia go treścią. Tak, byśmy znów przywiązywali do niego należytą wagę - recenzja Stefana Kabata.

     


    Autorka zabiera nas w pasjonującą podróż przez meandry historii najnowszej i polityki, zaglądając przy tym w niemal każdy zakątek świata. Wychodząc od klasycznych przykładów faszyzmu - faszyzmu włoskiego oraz nazistowskich Niemiec - prowadzi nas następnie przez szereg innych, historycznych i współczesnych, przykładów przywódców i systemów, które skłonna jest określać jako co najmniej faszyzujące.

    Albright konsekwentnie podkreśla w swojej książce, że faszyzm w gruncie rzeczy nie jest sprecyzowaną ideologią, dlatego niespecjalnie da się go umieścić na tradycyjnej osi podziałów politycznych lewica-prawica. Tłumaczy, że faszyzm jest raczej formą działania - gotowością zrobienia wszystkiego, włącznie ze stosowaniem przemocy, dla osiągania swoich celów. Współcześnie też coraz częściej przy zachowaniu pozorów demokratyczności.

    Przedstawicielka elit (profesor uniwersytecka, dyplomatka, pierwsza kobieta na stanowisku sekretarza stanu USA), demokratka, imigrantka, w dodatku o żydowskich korzeniach - w postaci Albright zdają się mieścić wszystkie cechy, które pozwoliłyby jej w każdym z opisywanych systemów być wskazaną jako wróg. Tym samym staje się zresztą bodaj najwłaściwszą osobą, by podjąć problematykę opisywaną w książce - tym bardziej, że na początku swojej bogatej biografii sama przed dwoma opisywanymi przez siebie faszyzmami musiała uciekać na emigrację.

    Tytułowe ostrzeżenie, a raczej ostrzeżenia, brzmią dość znajomo. Dotyczą groźby, jaką niosą za sobą takie działania, jak podważanie uczciwości i prawdomówności mediów, podważanie zaufania do sądów, do procesu wyborczego, do mainstreamowych polityków, a także idące za tym wszystkim "lekarstwa".

    Owe osobiste doświadczenia, wieloletnia praktyka pracy w szeroko pojętej dyplomacji, a wreszcie bogate doświadczenie jako wykładowczyni uniwersyteckiej, pozwalają autorce stworzyć czytelny, przejrzysty wywód, w którym wielokrotnie już, wydawałoby się, przestudiowane, omówione i przepracowane przykłady z bliższej i dalszej przeszłości postrzegamy w nieco innym świetle. Albright wskazuje też na liczne, w wielu przypadkach powszechnie niedostrzegane, podobieństwa pomiędzy rozmaitymi posunięciami politycznymi czy momentami historycznymi, które pozwoliły do tych posunięć doprowadzić.

    Praca Albright to też rozważania nad kondycją ludzką - tą z czasu międzywojnia, która niewątpliwie przyczyniła się do wybuchu totalitaryzmów, które zgotowały nam II wojnę światową. Tą z czasów powojennych, która pozwoliła na wykonanie mnóstwa racjonalnych, wielostronnie korzystnych, a w swojej części działających do dziś rozwiązań. Tą z okresu okolic przełomu roku 1989, gdy wielu kusiło, by zakładać, że koniec historii faktycznie nadszedł. Wreszcie tą ostatnich lat, gdy niektóre demony międzywojnia znów do nas wracają. I stawia nas przed wnioskiem tak samo kojącym, jak budzącym strach i niepokój - że kondycja każdego z tych okresów jest kondycją tych samych ludzi. Faszyzmu nie buduje się samymi złymi ludźmi, tak jak demokracji nie budują same anioły.

    Ostrzeżenie nie odnosi się do konkretnych rządów, polityków, przywódców. Dotyczy samych procesów.

    Jak zostało to już wspomniane wcześniej, wywód Albright jest jasny, przejrzysty. Widać rękę uniwersyteckiej profesor, która dba o przedstawianie całych procesów, związków przyczynowo-skutkowych, różnic i podobieństw, a nie jedynie przytacza przypadkowe historie, zdarzenia, postaci. Angielski, jakim posługuje się autorka nie powinien być nadmiernym wyzwaniem dla polskiego czytelnika, który pozostaje w jako-takim bieżącym kontakcie z językiem, tym bardziej dla osób interesujących się polityką czy historią najnowszą.

    Tytułowe ostrzeżenie, a raczej ostrzeżenia, brzmią dość znajomo. Dotyczą groźby, jaką niosą za sobą takie działania, jak podważanie uczciwości i prawdomówności mediów, podważanie zaufania do sądów, do procesu wyborczego, do mainstreamowych polityków, a także idące za tym wszystkim „lekarstwa”.

    Ostrzeżenie nie odnosi się do konkretnych rządów, polityków, przywódców. Dotyczy samych procesów. To próba zwrócenia naszej uwagi na takie, które już się mogą dziać, a których nie dostrzegamy, a w efekcie nie przeciwstawiamy się im, pozwalając tej swoistej kuli śnieżnej napędzać się samej. Jest to więc przestroga także przed nami samymi. Bo przy którymś kroku będzie już za późno, by reagować.

    Faszyzm jest raczej formą działania - gotowością zrobienia wszystkiego, włącznie ze stosowaniem przemocy, dla osiągania swoich celów. Współcześnie też coraz częściej przy zachowaniu pozorów demokratyczności.


    „Jesteśmy tacy, jak byliśmy”

    Madeleine Albright w książce „Faszyzm. Ostrzeżenie” pisze również o Polsce. W jednym z rozdziałów opisuje współczesną historię naszego kraju umiejscawiając nas obok Węgier Victora Orbana i wskazuje na pewne podobieństwa w sposobach prowadzenia polityki.

    Rok 1989, Budapeszt, Plac Bohaterów. Uroczysty pogrzeb i rehabilitacja Imre Nagya, węgierskiego polityka, którego liberalny kurs zakończył się w 1956 r. interwencją sowiecką na Węgrzech, a dla samego Nagya – śmiercią i pochówkiem w nagrobku na uboczu. Kolejni mówcy trzymają się przyjętej reguły, aby nie poruszać w przemówieniu wątków politycznych. Aż do momentu wejścia na mównicę 26-letniego, brodatego mężczyzny, który wygłasza zdania o ogromnej politycznej wadze – włącznie z zapowiedzią końca komunistycznej dyktatury i wycofania sowieckich wojsk z Węgier. 4 miesiące później Węgry były już demokratyczną republiką. Brodaty mężczyzna to Viktor Orban.

    Węgry po roku 1989 przechodziły niemal podręcznikową drogę państwa po upadku bloku wschodniego. Demokracja funkcjonowała, władza zmieniała się w wyniku uczciwych wyborów, w 1999 r. kraj wchodzi do NATO, a do Unii Europejskiej – w roku 2004. Orban jest liderem centroprawicowego FIDESZ-u, który długo prowadzi wyrównane wyborcze boje z socjalistami. Walka przestaje być wyrównana w 2006 r. – wtedy to dochodzi do upublicznienia nagrań elit socjalistów, z premierem Ferencem Gyurcsánym na czele, który stwierdza, że on i jego rząd „kłamali rano, wieczorem i w noce”, czym kompromituje swoje środowisko polityczne i otwiera Orbanowi drogę do władzy. Począwszy od 2010, FIDESZ konsekwentnie wygrywa wybory.

    Poglądy Orbana Albright charakteryzuje następująco: nacjonalizm, etniczne postrzeganie węgierskości, skłonność do grania kartą eurosceptyczną („brukselscy biurokraci”). System, jaki Orban buduje sam określa „demokracją nieliberalną”, a jego rozwiązania nawiązują do tych stosowanych w putinowskiej Rosji czy Turcji Erdogana. Fundamentem tego systemu jest prymat woli większości nad prawami mniejszości i jednostek.

    Orban w ocenie Albright nie ma silnie sprecyzowanych poglądów politycznych – sięga do każdego nurtu, czerpiąc z niego takie rozwiązania, które mogą przyczynić się do utrzymania władzy. Jeśli chodzi o praktykę cementowania władzy, to od 2010 roku FIDESZ: zwiększył władzę premiera kosztem parlamentu, zmienił konstytucję, przejął sąd konstytucyjny, przejął państwową komisję wyborczą, przejął media publiczne, osłabił związki zawodowe, zaczął wpływać politycznie na działalność kulturalną, ogranicza też swobodę działania NGO i stworzył nową, politycznie przychylną oligarchię.

    Albright sięga też do przykładu Polski. Fragment dotyczący naszego kraju rozpoczyna od skróconej biografii braci Kaczyńskich – od wspólnego występu w „O dwóch takich…”, przez działalność w demokratycznej opozycji, rozbrat z Lechem Wałęsą w latach 90-ych, prezydenturę Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, a następnie w Polsce, pierwsze rządy PiS, katastrofę smoleńską, nieudane dla Jarosława wybory prezydenckie w roku 2010, aż po podwójne zwycięstwo w roku 2015 osiągnięte poprzez wystawienie na front nowych twarzy.

    Politykę PiS autorka charakteryzuje poprzez hasło „Budapesztu w Warszawie” i wskazanie konkretnych działań: przejmowania TK, KRS, mediów publicznych i czystkach personalnych wśród urzędników i wojskowych. Albright zwraca też uwagę na tarcia z Unią Europejską, podkreślając jednocześnie, że rządzący w Polsce mają świadomość, jak bardzo UE jest im potrzebna. Dostrzega też istotną „hamującą” dla procesu zmian rolę społeczeństwa polskiego, przywiązanego do wolności i zasad demokratycznych.

    Następnie Albright przechodzi do rozważań na temat starcia nacjonalistycznych wizji Kaczyńskiego i Orbana z koncepcją zjednoczonej Europy. Zwraca uwagę, że projekt europejski w całej swojej historii budził raczej ograniczone zaufanie społeczeństw i nie zyskiwał szerokiego, żywiołowego poparcia. Bardziej entuzjastyczne podejście wykazywały w swojej drodze ku integracji państwa Europy środkowo-wschodniej, jednak zapał wynikał ze specyficznej motywacji – związanie z Unią oznaczało dla nich uzyskanie swoistego gwarancji uniezależnienia od Moskwy na dobre. Po osiągnięciu celu, nawet w tych krajach zapał zaczął stopniowo gasnąć.

    Wątkiem nie do pominięcia jest zagadnienie migracji i jej wpływu na wybory polityczne Europejczyków – Brytyjczyków przy okazji głosowania w sprawie brexitu, Francuzów i rosnącego poparcia dla Frontu Narodowego, Niemców i umacnianiu się AfD, a także Finów, Greków czy Szwedów. Imigranci stali się narzędziem politycznym, chętnie sięga po nie właśnie Viktor Orban – argument ten służy mu do wywoływania strachu, do budowania kolejnego pola sporu z UE, do kampanii przeciwko George’owi Sorosowi, wreszcie stał się podstawą do przeprowadzenia pseudo-referendum, w którym Węgrzy odpowiadali na fałszywie stawiane pytania w kwestii polityki migracyjnej. Albright podkreśla w tym miejscu, że to typowy zabieg faszystowski – bazując na kłamstwie, odwoływać się do woli ludu. Przywołuje cytat z Goebbelsa chwalącego skuteczność takiej taktyki.

    Na koniec Albright przeprowadza krótki wywód na temat migracji w ogóle – że nigdy nie dzieją się bez powodu. Że ich tempo i skala to w oczywisty sposób kwestie wymagające dyskusji i poszukiwania konkretnych rozwiązań. Żeby je wypracować, konieczne jest jednak budowanie zdrowych demokracji i pielęgnowanie pokoju. To z kolei wymaga patrzenia na świat jako na wspólne miejsce do życia wszystkich ludzi i patrzenia przez pryzmat wspólnych interesów. Ci, którzy patrzą tylko na własne podwórko i stawiają wyłącznie tamę przed tym, co obce, nie przyczynią się do rozwiązania problemu. To, niestety, przykład Orbana. I wielu przywódców narodów w historii Europy, którzy błędnie myśleli, że najlepiej iść w samemu, w kontrze do innych.

    ___________________________

    Madeleine Korbel Albright (właśc. Marie Jana Korbelová) - urodziła się w Czechach. Jej rodzina musiała uciekać najpierw przed niemieckimi nazistami, później przed komunistami. Amerykańska dyplomatka, profesor stosunków międzynarodowych, wykładowczyni. W 1997 roku została sekretarzem stanu w administracji prezydenta Billa Clintona. Była pierwszą kobietą na tym stanowisku.