Skip to main content
Search form

Perswazja zamiast dialogu - o dyskusji wokół „HiT-u”

Nowy podręcznik do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość” (HiT), który od września będzie wykorzystywany w polskich szkołach jak w pigułce pokazuje metodę działania w obszarach społecznych, intencje decydentów oraz ich zaplecza intelektualnego, a przede wszystkim potworną słabość instytucji publicznych - pisze dr Konrad Ciesiołkiewicz, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG.


Wraz z rozpoczęciem sprzedaży podręcznika do HiT sukcesywnie dowiadujemy się o treściach oraz formie, w jakiej kierownictwo Ministerstwa Edukacji i Nauki planuje przekazywać młodzieży w liceach i technikach wiedzę o najnowszej historii Polski i świata. Nachalność przekazu, płytkość ocen oraz silnie ideologiczny charakter publikacji, w połączeniu z procesem wprowadzania nowego przedmiotu, budzą niedowierzanie i głęboki sprzeciw. Sytuacja ta, jak w soczewce pokazuje skalę dysproporcji wobec „nagiej” politycznej siły, w jakiej znajdują się dziś instytucje publiczne i organy konstytucyjne. Dotyka ich potężny kryzys, który uwidocznił także słabość etosu służby.

Perswazja zamiast dialogu

Po pierwsze gołym okiem widać, że przedmiot „Historia i Teraźniejszość” – z jego ramami programowymi oraz podręcznikiem – wprowadzany jest w sposób nieprzemyślany i łamiący reguły. Świadczy o tym niespójność podstawy programowej. Powszechnie krytykowane jest ponadto niespotykane dotychczas tempo przygotowania podręcznika, zlecenie jego druku wydawnictwu mającemu w swoim portfolio niemal wyłącznie pozycje religijne oraz tryb przygotowywania recenzji (podręcznik otrzymał także recenzję jednoznacznie negatywną, co powinno zamykać szanse na jego publikacje). Ten nieuzasadniony pośpiech sprawił, że poza popełnieniem całego tsunami błędów oraz złamaniem procedur instytucjonalnych, jak na dłoni ujawniły się polityczne intencje oraz głęboko zakorzeniona wizja społeczeństwa, którą z uporem maniaka próbuje się wprowadzać poprzez system oświaty.

Wyłania się z niej obraz pełny seksualnej fiksacji, której autor upatruje w kulturze popularnej, muzyce rozrywkowej i trendach kulturowych. Treść podręcznika jest silnie zideologizowana. Autor nadużywa wszelkiego rodzaju „izmów” i z łatwością klasyfikuje wiele zjawisk jako jednoznacznie „lewicowe” lub „prawicowe”. Oczywiście z zaznaczeniem, że te lewicowe oraz liberalne są synonimami nieodpowiedzialności i niewłaściwych wyborów.

Podręcznik rozprawia się również z ateizmem, postulatem rozdziału państwa od Kościoła, neutralnością światopoglądową, tekstami muzyki rockowej i walką o „równościowy język”. Odrzuca sformułowania zastępujące określanie osób czarnoskórych jako „czarnych”. Jako tło dla opisu wydarzeń politycznych ostatnich lat, w podręczniku opublikowano zdjęcia liderów partii rządzącej. Krytyczne fragmenty dotyczą rozwoju technologii informacyjnych, np. telewizji, przyspieszającej rozwój kultury konsumpcyjnej. 

Przytaczam tu jedynie wybiórczo zestaw przekonań zaprezentowanych w podręczniku. Niemniej jego silnie perswazyjny charakter i jednoznaczność przekazu pozwalają na zarysowanie wizji świata promowanej przez autorów, niektórych urzędników i decydentów. 

Nawet jeśli nie jest to wizja odkrywcza i została zidentyfikowana już dawno temu, to nieczęsto spotkać można się z jej książkowym opracowaniem. A to właśnie znajdujemy w podręczniku do HiT. Traktuje on przemiany zachodzące w świecie powojennym jako nasączone złem, zagrażające tradycji oraz niszczące najcenniejsze wartości wynikające z religii i tradycji, w tym rodzinę i obyczajowość. Każdy podręcznik posiada swoich autorów i uwzględnia podstawę programową wskazaną przez ministerstwo. Jednak długotrwała procedura pracy nad nim, recenzji i zatwierdzania służyć ma jego spójności, komunikowalności i zróżnicowanym wrażliwościom uczniów. Ten najnowszy wydaje się być jednak wybitnie arbitralną wizją autora.

Obraz ten jest tak wyraźny, że nietrudno o zaklasyfikowanie tej pozycji jako materiału o charakterze propagandowym. I tak zapewne potraktowany zostanie przez młodzież. A szkoda, bo dialog o złożoności współczesnego świata, za kształtowanie którego także za moment większą odpowiedzialność wezmą dzisiejsi uczniowie, jest zadaniem krytycznie ważnym.

Rysy pedagogiki autorytarnej?

Po drugie treści i forma podręcznika mówią bardzo dużo o wyobrażeniu pedagogiki, które mają osoby kierujące resortem i twórcy takich treści. Jest to wizja wychowania opierającego się na komunikacji silnie perswazyjnej i jednostronnej. Można wręcz stwierdzić, że podręcznikowi do HiT nieobce są pewne rysy pedagogiki autorytarnej. Widoczne są w one gorliwym kształtowaniu posłuszeństwa wobec autorytetów, w tym instytucji Kościoła, sztywnym przywiązaniu do nienaruszalnych wartości, potrzebie podporządkowywania się, przywiązywaniu nadmiernej wagi do spraw seksu, wzmacnianiu całego szeregu stereotypów i dyskryminacji oraz stygmatyzacji wielu grup społecznych i zachowań. 

Z przekazów polityków oraz dyskusji wokół podręcznika wyczytać można, że przyjęte przez nich cele kształcenia odbiegają od cech uznawanych powszechnie za typowe dla demokratycznego obywatela, takich jak:

a) autokrytycyzm i dopuszczanie do siebie, że mogę się mylić,

b) gotowość do podważania norm i utartych reguł, 

c) gotowość do zmiany własnej opinii, jeśli dowody i własne doświadczenia mówią mi co innego, 

d) potrzeba lepszego rozumienia osób, które posiadają inny światopogląd niż mój własny, wychodzenie poza własne ograniczenia,

e) przekonanie, że mogę się uczyć od tych, którzy są inni ode mnie (mają inne przekonania, doświadczenia, inny system wartości), 

f) poszukiwanie informacji oraz kształtowanie wiedzy pochodzącej ze zróżnicowanych źródeł, 

g) otwartość na nowe doświadczenia,

h) umiejętności rozróżniania dobra od zła w codzienności, 

i) poszanowanie najbardziej uniwersalnych praw i godności człowieka, np. zapisanych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, 

(F. Moghaddam, Psychology of democracy, American Psychological Association, 2015.) 

Modelowi demokratycznego obywatela przeciwstawia się tzw. osobowość autorytarną, którą jest zespół „[…] łącznie występujących dyspozycji psychicznych i cech zachowania społecznego, którego składnikami są: bezkrytyczne posłuszeństwo wobec autorytetów, zwłaszcza opartych na sile i przemocy, ich idealizowanie, niechęć do poznania psychiki własnej i innych osób, unikanie zróżnicowanego obrazu świata, preferowanie zapożyczonych, prostych i sztywnych interpretacji rzeczywistości, w tym stereotypów i przesądów” (B. Milerski, B. Śliwerski (red.), Pedagogika, Leksykon PWN, Warszawa, 2000). 

Jeśli te modele znajdują się po dwóch stronach osi, to dotychczasowa prezentacja podręcznika oraz towarzysząca jej komunikacja ze strony wysokiej rangi urzędników, lokuje ją bliżej pedagogiki autorytarnej. Wydaje się, że przygotowując podręcznik nie uwzględniono wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej, społecznej oraz poznawczej. Jeśli dla wielu z nas chrześcijaństwo jest ważnym źródłem sensu, to przedstawianie go w tak zideologizowany sposób, powodować będzie szybkie tempo odwracania się od religii wskutek typowego, szczególnie dla ludzi młodych, zjawiska reaktancji (psychicznego oporu). Im bowiem bardziej nakazuje się pewien sposób życia, tym bardziej uprawdopodobnia się przyjmowanie postawy przeciwnej. Pedagogika autorytarna nie prowadzi także do nauki krytycznego myślenia. Do tego potrzebna jest przestrzeń wolności i rozwinięte kompetencje prowadzenia dialogu i analizy problemów z różnych punktów widzenia zamiast „jedynej słusznej” wykładni.

Słabość instytucji i milczący Rzecznik Praw Dziecka

Po trzecie nowy podręcznik stał się narzędziem dyskryminacji. Jednym z niepodważalnych dowodów na to jest opisanie dzieci poczętych metodą in vitro jako „produktów” oderwania „seksu od miłości i płodności” oraz traktowania sfery seksu jako rozrywki, a „sfery płodności jako produkcji ludzi, można powiedzieć hodowli” (cytaty za autorem – prof. Wojciechem Roszkowskim). 

W książce postawiono pytanie: „Kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci?”. Dopuszczenie podręcznika z obszernym fragmentem stygmatyzującym istotną grupę dzieci, jest dowodem zarówno na upadek instytucji, których powołaniem jest ochrona godności oraz praw człowieka i dziecka, jak i na brak elementarnego instynktu samozachowawczego. Nietrudno wyobrazić sobie, że słowa tego typu – będące wyraźną formą przemocy – paść mogą na podatny grunt prowadząc do szeregu konfliktów, przemocy fizycznej, a także dramatycznych konsekwencji psychicznych i traum. Trzeba powiedzieć, że łamią one podstawowe prawa i zasady, do realizacji których zobowiązała się Polska. Mam tu na myśli w szczególności: 

  • Art. 30 Konstytucji RP definiujący przyrodzoną godność człowieka jako źródło wolności i praw człowieka i obywatela,

  • Art. 72 Konstytucji RP nakazujący kierowanie się zasadą dobra dziecka,

  • Konwencję o Prawach Dziecka opierającą się na obowiązku kierowania się przez państwo najlepiej pojętym interesem dziecka, zawsze i w każdych warunkach, i poszanowaniu jego podmiotowości

Ten ostatni dokument wyraźnie zakazuje też dyskryminacji dzieci, wymagając od instytucji publicznych wdrażania mechanizmów jej zwalczania, zapewnienia równych szans oraz „aktywnej postawy w przeciwdziałaniu wszelkim przypadkom nierówności”. 

Powołując się na tradycję i historię, warto przypomnieć, że to Polska w 1978 r. była inicjatorem Konwencji o Prawach Dziecka, składając wówczas jej pierwszy projekt. Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło ją w 1989 r. Ponadto, to polski Rzecznik Praw Dziecka, dr Marek Michalak, był jednym z autorów III protokołu fakultatywnego do wspomnianej Konwencji, który precyzuje i daje możliwość składania zawiadomień przez obywateli Polski do Komitetu Praw Dziecka ONZ – organu odpowiedzialnego za monitorowanie i jakość realizacji zapisów Konwencji na całym świecie. 

Polska podpisała Protokół w 2013 r. Niestety do dzisiaj nie został on ratyfikowany. Tym samym uniemożliwiono polskim obywatelom, także dzieciom, występowanie do instytucji międzynarodowych ze skargami. Jego przyjęcie znacząco zwiększałoby ochronę prawną najmłodszych oraz wrażliwość i uważność krajowych instytucji. Tymczasem linia polityczna wyrażona została poprzez minister rodziny i polityki społecznej, która poza zadeklarowaniem, że ochrona prawna dzieci w Polsce jest wystarczająca, stwierdziła także, iż ratyfikacja Protokołu zagrozić może polskim tradycyjnym wartościom i zwiększyć zakres władzy organów międzynarodowych. Realizując tak zdefiniowaną politycznie wolę, obecny Rzecznik Praw Dziecka odpowiadając na pytania kierowane do kandydatów przez organizację Ordo Iuris przyznał oficjalnie, iż Polska nie powinna ratyfikować protokołu. 

W dyskusji o podręczniku do „Historii i Teraźniejszości” głos Rzecznika nie pada w ogóle. Wydaje się naturalne, szczególnie uwzględniając dyskryminujące treści, że to właśnie ten konstytucyjny organ władzy państwowej podejmować powinien interwencję jako pierwszy. Kolejny raz w ostatnich latach dzieje się jednak dokładnie odwrotnie. Jest to jedynie dowodem na działanie wbrew misji urzędu ombudsmana, który powinien kierować się tylko i wyłącznie dobrem dzieci. Praktyka działania Rzecznika Praw Dziecka zakładać powinna bycie stałym recenzentem działań instytucji publicznych w Polsce, nie zaś realizatorem politycznej woli rządzących i decyzji podejmowanych przez urzędników wysokiego szczebla.

Podsumowując, do opisu nowego podręcznika możemy przyjąć definicję patotreści i patostreamingu, jaką wspólnie z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS) oraz Rzecznikiem Praw Obywatelskich, przyjęliśmy podczas prac zespołów roboczych nad raportem definiującym te zjawiska kilka lat temu. Punktem wyjścia była potrzeba wspólnego rozumienia zjawiska rozpowszechniania „szkodliwych treści”. Za Naukową i Akademicką Sieć Komputerową – Państwowym Instytutem Badawczym (NASK) i FDDS przyjęliśmy, że są to „materiały, które mogą wywołać negatywne emocje u odbiorcy lub które promują niebezpieczne zachowania. […] Materiały takie są szczególnie niebezpieczne dla najmłodszych odbiorców – dzieci i młodzieży, mogą bowiem negatywnie wpływać na ich rozwój emocjonalny, poznawczy i społeczny” („Patotreści w Internecie. Raport o problemie”, FDDS, RPO, Warszawa 2019).

Niech to będzie komentarzem do sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się na trzy tygodnie przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. 

Kryzys doświadczany właśnie przez nauczycieli, niepedagogicznych pracowników oświaty, organizacje oraz instytucje wychowawcze i społeczne, prowadził będzie do burzliwych dyskusji i poszukiwania rozwiązań podczas licznych kongresów i konferencji, jakie są przed nami. Jestem pewien, że to „unikalne” studium przypadku, jakim jest proces tworzenia i wprowadzania podręcznika „HiT” odgrywał będzie w nich istotną rolę – obrazu ukazującego podejście do wychowania i edukacji. Chodzi o podejście, którego zmiany domaga się większość zaangażowanych środowisk i organizacji.

Zachęcam do zapoznania się z naszymi  inicjatywami i materiałami wokół zawodów publicznych, edukacji, wychowania oraz owoców Kongresu PRACA: 

 ________________________________

O autorze:

Konrad Ciesiołkiewicz - przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG oraz Zespołu ds. dialogu w edukacji, uczestnik prac Laboratorium Więzi, z wykształcenia jest psychologiem oraz doktorem nauk społecznych.